|
Eight words the Wiccan Rede fulfill / an it harm none, do what ye will.
sobota, 23 stycznia 2010
Fowles
(...) istnieje tedy życie jako takie, jakie w granicach przypadkowo otrzymanych możliwości stworzyliśmy sobie sami, życie jak je określił Marks: uczynki ludzi (mężczyzn i kobiet) dążących do własnych celów. J. Fowles, Kochanica Francuza, Rebis, Warszawa 2007, s. 531.
niedziela, 03 stycznia 2010
Placuszki ryżowo-warzywne
Dzisiaj zmodyfikowany przepis Pascala (z książki: "Po prostu mi to ugotuj!"). Wersja z pozostałymi po ugotowaniu wywaru warzywnego marchewkami, pietruszką i selerem. Z dedykacją dla Keiry :-)
Potrzebujem: włoszczyzny z gotowania, ja miałam: 4 marchewki, 1 pietruszkę, kawałek pora, kawałek selera. ostrą papryczkę ząbek czosnku (ja miałam pokrojony marynowany w oleju - dałam łyżeczkę) torebka ugotowanego ryżu 2 jajka łyżeczkę słodkiej papryki 1/3 łyżeczki mielonego imbiru sól, pieprz mąkę - ja dosypałam 4 łyżeczki, ilość zależy od gęstości masy Włoszczyznę kroimy w kostkę, z papryczki usuwamy nasionka (chyba że lubimy na ooooostroooo) i kroimy w paseczki małe. Wrzucamy do miski, wsypujemy ugotowany i ostudzony ryż, wbijamy jajka i mieszamy. Dodajemy przyprawy (w oryginale jest curry, ale tutaj jeszcze nie posiadam) i mąkę i mieszamy do uzyskania lepiącej konsystencji. Smażymy na niewielkiej ilości oliwy. Jak się rozpadają, dodajemy mąki. Ja zwykle robię dzień wcześniej i wszystko jeszcze wiąże się w lodówce. Smacznego. :-) Przepis podstawowy: por (biała część) czerwona papryka 2 ząbki czosnku 300 g ryżu jaśminowego 5 żółtek 3 łyżki mąki łyżeczka słodkiej papryki 2 łyżeczki curry szczypta chili sól, pieprz Pora kroimy w julienne (w słupki znaczy), paprykę w drobną kostkę. Podduszamy na patelni, aż zmięknie trochę. Mieszamy w ugotowanym ryżem (który Pascal każe przepłukać przed gotowaniem), dodajemy czosnek i przyprawy, żółtka, mąkę i mieszamy. Jak za rzadkie, dodajemy mąki. Smażymy na oliwie.
piątek, 27 listopada 2009
Nadświetlna
Okazuje się, że życiu należy po prostu pozwolić się dziać. Wyjaśnić?
Praktycznie cały ten rok żyłam w strasznym marazmie. Nie wychodziłam z domu, bo i po co, zawaliłam rok na studiach, pogrążałam się w depresji, bo trzeba nazwać rzecz po imieniu. Olewałam znajomych, przed niektórymi wręcz uciekłam panicznie. Chwile chwały (np. wydanie tomu pokonferencyjnego) nie dawały mi radości i poczucia spełnienia. Było naprawdę kiepsko. Do czasu. Do czasu, wystawcie sobie, blipa. Tego portalu mini-blogów, dzięki któremu poznałam niesamowite osoby (ukłony dla Foo, Orlinosa, Yetiego, Kalego i spółki), zaczęłam wychodzić z domu i cieszyć się tym. Starałam się żyć chwilą i to naprawdę mi dużo dało. Czuję się lżejsza. I chyba na tę chwilę czekał ten dziad Los, który naraz postanowił rzucić mi parę ciepłych słów, otworzyć perspektywy i powiedzieć ustami innych: 'dasz radę'. Poczucie własnej wartości zaczyna się powolutku odbudowywać. Jak jest teraz? Stoję przed perspektywą wyprowadzenia się z domu, bo dzisiaj oglądałam mieszkanie i ono misiębardzo. Tomek jest nastawiony entuzjastycznie, co wnosi pewien powiew świeżości w nasz związek, któremu powiewów bardzo potrzeba. Julian zasiał mi w głowie pomysł otworzenia księgarni na wydziale (bo nie ma), kusząc tym, że dziekan jest cały za i że w ogóle to spotkania autorskie można by organizować, nowości szybko sprowadzać i ogólnie jak świetne by to było. No byłoby świetne. I być może nawet popełnię to szaleństwo. Bo życiu należy po prostu pozwolić się dziać.
piątek, 30 października 2009
Choram
Wiem, że ludzie nie lubią marudzenia, ale cóż poradzę, że mam ochotę pomarudzić?
Chora jestem. Od dwóch tygodni przeszło, a jakby policzyć dokładniej to od początku miesiąca. Niezaleczone przeziębienie przeszło w zapalenie oskrzeli, z którym walczę już drugim antybiotykiem. Dawno nie miałam takiego załamania zdrowotnego. Utrzymujący się stan podgorączkowy utrzymuje mgłę w mojej głowie bardzo skutecznie. Czuję się jak przejechana przez walec i wcale mi się to nie podoba. Nie lubię uczucia takiej słabości, takiego zmęczenia po prostych czynnościach codziennych (np. po wykąpaniu się). Pięknie się ten rok kończy. Samhain za tydzień ponad i mam nadzieję, że wyzdrowieję do tej pory, potrzebę mam pójścia dl lasu. Dynię wydrążymy jutro - w ramach Halloween. W niedzielę czeka mnie przejażdżka po cmentarzach, w korkach i w tłumie, z zakatarzoną matką i pewnikiem wkurzonym ojcem. Będzie bosko.
niedziela, 13 września 2009
Kochankowie
Rozmowa łóżkowa o kochankach. - A, rozumiem. Ta secret stash to dla tych kochanków twoich w szafie pochowanych. A nie będą źli, że z niej skorzystałem? - Nie, nie sądzę. Ale będę musiała ją uzupełnić. - No tak, teraz zima idzie, więcej ich będzie. Do ciepła się garną. - Faktycznie, lubią w cieple siedzieć. - A gdzie ty ich pochowasz? - Wiesz, szafę mam sporą, trochę się zmieści. - A jakieś małego to możesz za kaloryferem upchnąć. - Wiesz... oni nie są mali. - ... |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Astarael w sieci
Znajomi
Czytam
Fora
![]() Moje miejsca
Neopogańsko
Biżuteria
CURRENT MOON ![]() ![]()
|