You need chaos in your soul to give birth to a dancing star.
czwartek, 05 września 2013
Blip
Był sobie taki serwis mikroblogowy, nazywał się Blip. To akronim od Bardzo Lubię Informować Przyjaciół. Gdy założyłam tam konto w 2009 roku nazwa mnie bawiła, gdyż jakiż to przyjaciół tam miałam? Okazała się prorocza.

Na Blipa zawitałam w czerwcu 2009 roku, gdy dobry kolega zaczął mnie do tego namawiać, kusząc głównie stwierdzeniem "połowa usenetu się tam przeniosła". Początkowo moje konto służyło do relacjonowania Głównego Szlaku Beskidzkiego, który robiłam w lipcu z Tomkiem i Rafałem. Na zasadzie: po co wysyłać wszystkim smsy, jak można wysłać jednego, a zainteresowani się wklikają na mojego bliploga i sobie poczytają. Niedługo po powrocie z gór zdjęłam bliploga z widoku publicznego, bo mam pewnych internetowych stalkerów (pozdrawiam!), którym nie bardzo chciałam pokazywać, co piszę akurat tam.

Potem było pierwsze blipiwo. Poznałam Foo. Poznałam IRL Orlinosa. Potem było kolejne, i kolejne. Byłam na takim etapie życia, że bardzo potrzebowałam nowych znajmych, dla których byłam tabula rasa i przed którymi nie musiałam udawać i odpowiadać na trudne pytania, głównie odnośnie moich teoretycznie kończących się wtedy studiów. Poznawanie ludzi przez Internet nigdy nie było dla mnie trudne i nie miałam nigdy poczucia, że poznaję tylko "kreację", a nie danego człowieka. A szczególnie nie było to możliwe w przypadku poznawania ludzi przez Blipa właśnie, bo potrzeba by ciężkiego uszczerbku na zdrowiu psychicznym, by się kreować w tylu postach pisanych codzinnie, z czego większość dotyczyła tego, że komuś jest zimno/jest głodny/chce seksu/przeczytał książkę/zjadł #bułka. W takich drobnych sprawach ciężko jest ściemniać. W drobnych sprawach poznaje się ludzi.

I poznałam. Wielu. To oni tworzyli to miejsce w Sieci, to oni byli clou tego całego bałaganu. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dzięki nim nie wylądowałam w zakładzie zamkniętym, gdy powoli wychodziłam z tej czarnej dziury, w której siedziałam prawie cały 2009 i 2010 rok. "Wypełzałam" jest lepszym słowem. Dzięki niektórym jednostkom stamtąd przeżyłam bardzo trudny czas kryzysu w moim związku z Tomkiem, gdy nawet najbliżsi przyjaciele - ci "realni"* - nie potrafili pomóc, a niekiedy pogarszali sprawę. Dzięki ludziom poznanym na Blipie zaczęłam podróżować - bo zawsze gdzieś znalazła się kanapa w formie blipcouchsurfingu. Byłam w Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie. Dzięki tym "nierealnym awatarom" przekonałam się, że mogę i mam prawo układać sobie życie tak, jak ja chcę, a nie jak tego oczekują ode mnie inni. I tak, będę niedorobioną polonistką, BO CHCĘ. To tak dla stalkerów (pozdrawiam ponownie!).

Blip dał mi poczucie, że dla świata jest nadzieja. Że są na tym świecie ludzie mądrzy, intelientni, czytający książki, mający różne sposoby na życie, myślący, czujący i przede wszystkim nie wstydzący się tego, kim są.

Blip dał mi kilka niezapomnianych wyjazdów, z których największym i najlepszym był wyjazd z ciocią Fel w Bieszczady. Tak, znałyśmy się wcześniej "tylko" z Internetu. I co z tego?

Na Blipie dorastałam, i nadal dorastam. Teraz już ten serwis nie nazywa się Blip, tylko inaczej. I nie jest ideksowany przez przeglądarki (drodzy stalkerzy). Ale nazwa nie jest ważna. Ważni są ludzie. A oni są, trwają. Oddzieleni od Ciebie jednym klikiem. Bo oni wszyscy mieszkają w Internecie. Jak ja.

PS Nie wymieniam wszystkich ludzi poznanych przez Blipa i ich zasług, ale niech będzie wiadome, że z Blipa są moja makijażystka do ślubu, nasz fotograf, który specjalnie na tę okazję pofatyguje się z Londynu (cały czas mam mokre oczy, jak o tym myślę), artystka robiąca mi ślubną biżuterię...

----
*Napisałam "realni" w cudzysłowie, gdyż dla mnie odróżnienie realny - wirtualny nie ma sensu. Tu i tu jesteśmy realni tak samo.
Tagi: Blip
22:47, asta-rael
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lipca 2012
A w poniedziałek...
 w poniedziałek wyłączę komórkę i schowam zegarek do bezpiecznej kieszeni plecaka. Będę jadła, kiedy zgłodnieję i szła spać, kiedy będzie mi się chciało spać. I ruszę w połoniny, z drugą taką nawiedzoną u boku.

I będzie szczęśliwość. Dużo szczęśliwości.